<<

 

Tamten poranek
Katarzyna Korpolewska

Tamten Poranek
- fragment książki (Rozdział ,,Sami'')

Ksiądz z wyrazem dobroci na twarzy wskazał nam miejsca przed sobą. Organy ucichły. Poczułem się wzruszony i przejęty. Ścisnąłem rękę Ilony, a ona odwzajemniła uścisk. Nagle z tyłu za sobą usłyszałem głośne stukanie i krzyki.

- Proszę zaczekać! Proszę nie zaczynać! Ta uroczystość nie może się odbyć beze mnie.

Już wiedziałem. Odwróciłem głowę tylko po to, by się upewnić. Przez kościół kuśtykała babka, stukając głośno laską. Miała na sobie koronkową suknię i wielki kapelusz. Dobiegła do pierwszej ławki, gdzie siedziała blada jak ściana moja matka. Waląc laską jakiegoś wujka nakazała mu:

- Proszę wstać i ustąpić mi miejsce. To ja powinnam tu siedzieć.

Mężczyzna zerwał się przerażony. Babka opadła ciężko na ławkę. Otworzyła staroświecką torebkę. Wyjęła z niej chusteczkę i otarła pot z czoła. Po czym machając laską w stronę księdza, krzyknęła:

- Zaczynać!

Z poczuciem winy spojrzałem na Ilonę. Było mi wstyd. Przeczuwałem, że to nie koniec. Ksiądz przypomniał, po co się tu zebraliśmy, mówił o świętym związku małżeńskim.

- Jezu! Ona jest jeszcze bardziej chuda, niż mi się wydawało. Po co ubrali ją w za dużą suknię? - usłyszałem glos babki.

Matka uciszała ją posykiwaniem, ale bez skutku.

- a gdzie ten czerwony kacyk? Ten tatuś? Gdzie on siedzi? No nie wal mnie, tylko pokaż. Chcę go zobaczyć. Trzeba było mnie zabrać na rejestrację cywilną, to bym wszystko wiedziała. No nie uciszaj mnie...

- W obliczu Boga i ludzi - kontynuował coraz głośniej ksiądz.

Był czerwony jak burak. Ilona natomiast zbladła i spuściła głowę. Chciałem ją przeprosić, ale to nie miało sensu. Próbowałem wsłuchiwać się w słowa księdza. Za swoimi plecami nieustannie słyszałem głos babki.

- Uf, jak tu duszno. Te kwiaty mają mdły zapach. Czujesz? Skąd oni tylu ludzi nabrali? To towarzysze czy rodzina?

Dodatkowo, jak by mało było nieszczęść, dotarliśmy do pytania:

- Jeżeli ktoś zna przyczynę, dla której to małżeństwo nie mogłoby zostać zawarte...

- Mojego męża zamordowali komuniści! - wrzasnęła babka na cały kościół.

- Zamknij się! - równie głośno zareagowała matka.

Na szczęście ksiądz postanowił nie uwzględnić tego wyznania i podsumował incydent sakramentalnym:

- Niech zamilknie na wieki!